niedziela, 16 listopada 2014

"Miłość jest lekarstwem" - Elton John

I znów przekroczyłam granice zwaną przeze mnie „to nie dla mnie, nie czytam” i postanowiłam rzutem na przysłowiową głęboką wodę rozpocząć lekturę „ Miłość jest lekarstwem” Eltona Johna. Ta książka to jedna z niewielu biografii, które czytałam i pierwsza, o której będę pisać na blogu. Czy żałuję decyzji o przekroczeniu tej granicy czy przeciwnie? To na samiuteńkim końcu wpisu.
Obecnie na świecie jest wiele chorób tych mniej lub bardziej poważnych. Wśród tych bardziej poważnych (zakaźnych) znajdują się: gruźlica, malaria, schistosomatoza, ebola, o której ostatnio jest głośno oraz oczywiście AIDS, której problem przybliża Elton John.

Eltona Johna pewnie nie trzeba nikomu przedstawiać. Jest to brytyjski piosenkarz, kompozytor, pianista i okazjonalnie aktor. Skomponował wraz z Hansem Zimmerem muzykę do wszystkim znanej bajki Disneya „Król lew”. Od lat 80 jest aktywnym działaczem walki z AIDS. W 1992 założył fundację Elton John AIDS Foundation, która dziś jest jedną z czołowych organizacji non profit zajmujących się zwalczaniem HIV i AIDS.


„Miłość jest lekarstwem” to nie zwyczajna biografia kolejnego gwiazdora. To książka, która porusza temat choroby, z którą w latach 80 chorzy ludzi żyli, a potem umierali w cierpieniach i często w samotności. W niej Elton John, który dość długo był uzależniony od narkotyków ( kokainy), alkoholu, jedzenia oraz zmagał się z bulimią, opowiada o tym, jak i dzięki komu zerwał z nałogami oraz jak zrodził się pomysł założenia fundacji. Jak możemy przeczytać, wszystko to zaczęło się od przyjaźni z Rayanem Whitem - chłopcem chorującym na HIV/AIDS. Po śmierci chłopca Elton John miał ogromną chęć i wolę zmiany swojego życia oraz chciał wykorzystać swoją sławę do pomocy HIV-pozytywnym osobom i poszerzenia społecznej wiedzy o tej chorobie.
Po przedstawieniu czytelnikom historii White'a omawia chorobę (przybliża ją przeciętnemu człowiekowi), stosunek społeczeństwa do chorych oraz działania władz przeróżnych państw w tej kwestii na przestrzeni lat. „Miłość jest lekarstwem” pomaga nam otworzyć sobie oczy i ocenić nasz stosunek do osób poważnie chorych oraz na to co robimy z wiedzą, którą posiadamy na temat tej czy innej choroby. Zapewne nikt z nas nie może szczerze przyznać, że jest bez winy, bo zawsze pomagał, nie dyskryminował, odnosił się z szacunkiem należnym każdemu, gdy widział/ spotkał osobę chorą. Na przykład jest wiele osób, które z niewiadomych dla mnie powodów wyśmiewają dzieci/osoby dorosłe, które są niepełnosprawne. Traktują ich jako odmieńców, co jest krzywdzące. Tym razem opieram się też na moim długoletnim doświadczeniu. Dla niektórych również nie istnieje pojęcie pomoc bezinteresowna, bowiem świat kręci się (w większości przypadków) wokół pieniądza. Elton John pokazuje, że wcale nie powinno tak być i nie ma takiej potrzeby, żeby przywiązywać taką wagę do pieniądza. Ważniejsi są ludzie - oni są jeden jedyny raz z nami, a pieniądz to rzecz nabyta.
Książka jest napisana tak, że czyta się ją z zapartym tchem, inspiruje mnóstwo spostrzeżeń, przemyśleń w głowie. To książka, którą powinien przeczytać każdy, bez wyjątków. Czasu poświęconego na jej lekturę nie uważam za zmarnowany.

AIDS to choroba, która atakuje nie tylko układ odpornościowy, ale także nasze człowieczeństwo. Infekuje nasze organizacje obywatelskie strachem, nasze społeczności nienawiścią, nasze korporacje chciwością, nasze kościoły, synagogi i meczety niechęcią. Nie istnieją żadne lekarstwa, żadne zdobycze nauki, które mogłyby uodpornić nas na te społeczne schorzenia. I dlatego właśnie pokonania AIDS wymaga odmienienia serc i edukowania umysłów. (…) Niezbędne jest, by organizacje charytatywne kontynuowały swą wspaniałą pracę na pierwszej linii frontu naszej batalii z AIDS.”



Recenzja dla:

Sine Qua Non




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...